Nie zawsze mamy w życiu tak jakbyśmy chcieli...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥♥♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Blond włosa dziewczyna zmierzała ku adresowi, który miała napisany na kartce. To właśnie pod tym adresem będzie teraz mieszkać. Szukając właściwej ulicy, rozglądała się po olbrzymich budynkach z zaciekawieniem patrząc na ludzi, którzy do nich wchodzą.
Kiedy wreszcie dotarła do upragnionego celu, była bardzo zaskoczona. Budynek, w którym miała teraz mieszkać wcale nie przypominał skromnego domku, tylko pięciogwiazdkowy hotel lub apartament. Amanda przełknęła ślinę i pewnie weszła przez obrotowe drzwi. Zewnętrzny widok budowli był zadziwiający, jednak to co zobaczyło w środku całkiem ją oszołomiło. Okryte boazerią ściany, na których wisiały obrazy znanych i cenionych malarzy, eleganckie stoliki wokół których stały wykonane z najlepszej skóry sofy i fotele, a recepcja była cała ze złota. Na środku ściany wisiały dwa karabiny, które krzyżowały się.
Dopiero kiedy zniknęło zdziwienie, otrząsnęła się i pokręciła przecząco głową. Nie stać ją na mieszkanie w takim drogim miejscu. Odwróciła się i już chciała wyjść, ale zatrzymał ją ciepły głos starszego pana.
- W czym mogę pani pomóc? - zapytał z uśmiechem na twarzy. Amanda lekko zwróciła głowę w stronę dochodzącego dźwięku.
- Już w niczym.. - jeszcze raz rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Robi piorunujące wrażenie prawda? - Dziewczyna lekko kiwnęła głową. - Tylko jedna rzecz odstrasza mi klientów.
- Jaka? - zapytała zdziwiona.
- Cena. - odpowiedział mężczyzna. Amanda posłała mu promienny uśmiech.
- Jestem Amanda Pierce.- wyciągnęła rękę na przywitanie. - Miałam tu mieszkać, ale właśnie stwierdziłam, że ten apartament jest dla mnie za drogi.
- Charlie Philips - portier. Jest pani studentką?
- Tak. Specjalnie po to przyjechałam do Nowego Jorku.
- To chyba mam dla Ciebie dobrą wiadomość... Dwie dziewczyny wynajmują apartament, a ich koleżanka właśnie wyszła za mąż i wyprowadziła się, dlatego szukają współlokatorki. Jeżeli chcesz mogę pokazać Ci, który to ich pokój, to może dogadacie się...
- Muszę to przemyśleć... Który to ich pokój?
Charlie uśmiechnął się.
-123.
- Dziękuję..
Dziewczyna zmierzyła w stronę windy.
- Aha i jeszcze jedno - powiedział - Mów mi Charlie.
Po raz kolejny w tym dniu na jej twarzy zagościł uśmiech.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥♥♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Amanda stała właśnie przed drzwiami z numerem 123. Była bardzo zestresowana, choć nie wiedziała czemu. W końcu zebrała w sobie odwagę i lekko zapukała do drzwi. Otworzyła jej wysoka, ruda dziewczyna.
- Przepraszam o co chodzi? - zapytała widząc Amandę.
- Charlie... pan Charlie Philips... portier... powiedział mi, że szukasz z koleżanką współlokatorki...
- Ach, tak... wejdź proszę... - rudowłosa zaprosiła blondynkę ruchem ręki. - Jestem Isabel Smith.
- Amanda Pierce.
- Czym się zajmujesz?
- Jestem studentką.
- Pierwsza, która coś robi. - fuknęła pod nosem Isabel. - A co studiujesz?
- W przyszłości chciałabym być konserwatorem sztuki.
- Hmmm poważne zajęcie, jednak nie dla mnie.
- Dlaczego tak myślisz? - zapytała Amanda.
- Bo nienawidzę być ubrudzona.
W tym momencie do pomieszczenia weszła wysoka dziewczyna.
- To jest Kate. - Isabel zwróciła się do Amandy.
- Kate to jest Amanda, która STUDIUJE.
- O to coś nowego. Cześć! Jestem Kate, ale przyjaciele mówią na mnie Candi - już od podstawówki, może dla tego, że oglądałam dużo kreskówek. - przywitała się Kate ze śmiechem.
- Cześć.......Candi...
- Amanda chce zostać konserwatorem sztuki. - Isabel powiedziała do Candi.
- Naprawdę? Moja babcia też chciała zostać konserwatorem.
- I co została?
- Nie. Wyszła za mąż w wieku 18 lat za bogatego Meksykanina i opiekowała się jego willą. I tak właśnie skończyły się jej marzenia o byciu konserwatorem.
- Nie. Wyszła za mąż w wieku 18 lat za bogatego Meksykanina i opiekowała się jego willą. I tak właśnie skończyły się jej marzenia o byciu konserwatorem.
- To przykre... - stwierdziła Amanda.
- Nie. Przynajmniej dzięki temu nie była wiecznie brudna, no i miała swoją własną fryzjerkę...
- I kosmetyczkę. - dodała rudowłosa
I kosmetyczkę. - powtórzyła Candi.
Blondynka skrzywiła się, lekko się przy tym uśmiechając.
- Kate musimy się spieszyć na bal, za pół godziny przyjdzie po nas stado byków...
- Byków? - zapytała Amanda.
- Mężczyzn... mama Isabel jest zoologiem, a ta odziedziczyła po niej skłonność do nazywania czegoś zwierzęco.Może chciałabyś z nami iść?
- No nie wiem. Nie mam pieniędzy... po za tym nie mam w co się ubrać...
- Ciuchy Ci pożyczymy... zobaczysz będziesz wyglądała jak królowa angielska...
- A pieniądze... nie musisz płacić, a nawet nie powinnaś...
-Dlaczego?
-Chłopaki będą chcieli wręcz bić się o to by móc złapać rachunek...
- Nigdy w to nie uwierzę...
- dopóki nie zobaczysz....
- Jesteście pokręcone.
-Wiemy! - odpowiedziały równocześnie.
Amanda chciała poruszyć najważniejszą część rozmowy.
-Czy mogę z wami zamieszkać?
Kate i Isabel wybiegły z pokoju, po czym słychać było ciche szepty przyjaciółek. Dopiero teraz Amanda zobaczyła, że apartament jest bardzo duży, nawet jak na trzy osoby. Zastanawiała się po co im tyle pokoi i co w nich się znajduje. Długo nie musiała się zastanawiać, bo po chwili zza rogu wybiegły dziewczyny mówiąc jej przez śmiech, że będą zaszczycone, gdy zamieszka z nimi studentka.
- Chodź pokażemy Ci pokój, w którym będziesz spała. - powiedziała rozemocjonowana Candi.
-Dobrze,dobrze... - nie zdążyła dokończyć, bo dziewczyna złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę brązowych drzwi.
- Co prawda pokój nie jest za duży, ale mam nadzieję, że wystarczy Ci tyle miejsca. - Amanda spojrzała szybko na swoją czerwoną walizkę i odparła:
- Tak, wystarczy.
- Amando chodź, pokaże Ci naszą garderobę, albo studio kosmetyczne...
- Kate!
- Nie mów do mnie Kate!!! Nienawidzę jak ktoś tak do mnie mówi.
-Będę tak do Ciebie mówić, jeżeli nie zmienisz swego postępowania! Nie widzisz, że Amanda jest zmęczona? Powinnyśmy dać jej trochę prywatności, a przede wszystkim spokoju...
Candi spuściła wzrok, posyłając przepraszający uśmiech i szybko wybiegła z pokoju.
- Przepraszam Cię za nią, ona po prostu jest bardzo rozemocjonowana nowymi pokazami...
- Jesteście modelkami?
- Tak, nie wiedziałaś?
- Skąd, mnie takie rzeczy nie interesują - przynajmniej teraz się czegoś dowiem o świecie mody.
- To kiedy się wprowadzasz?
- Właściwie to już wszystko mam.
-Świetnie... idziesz z nami na bal?
- Nie dziękuję, dzisiaj zostanę w domu. Pewnie Candi będzie zawiedziona.
- Przeżyje.
Isabel uśmiechnęła się po czym wyszła z pokoju.
- Właściwie to już wszystko mam.
-Świetnie... idziesz z nami na bal?
- Nie dziękuję, dzisiaj zostanę w domu. Pewnie Candi będzie zawiedziona.
- Przeżyje.
Isabel uśmiechnęła się po czym wyszła z pokoju.
Amanda została sama. Postanowiła rozpakować się. Nie zajęło jej to dożo czasu, gdyż nie miała tylu rzeczy ile mają Isabel i Candi. Kiedy zakończyła tą czynność, wzięła gorącą kąpiel z bąbelkami. To pozwoliło zrelaksować jej się i zapomnieć o stresujących chwilach.
Na koniec postanowiła zajrzeć do dziewczyn dziękując im za wszystko, jednak w ich pokojach nikogo nie było. Na stole w kuchni stał tylko talerz z ciastkami i szklanką mleka, a obok leżała kartka.
Droga Amando,
Poszłyśmy na dzisiejszy bal i chyba prędko nie wrócimy, dlatego prosimy - nie czekaj na nas. Ciastka i mleko przygotowałyśmy specjalnie dla ciebie. Kolorowych snów.
Isabel i Candi
To bardzo miło z ich strony, pomyślała Amanda. Wzięła ciastka z mlekiem i usiadła na sofie. Nawet nie wiedziała, kiedy usnęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥♥♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak pierwszy rozdział? Bardzo zły? Nie wiem czy ktoś go w ogóle przeczytał. Jeżeli przeczytałeś/łaś proszę zostaw komentarz. Będę wiedziała, że jesteś. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz